Szukaj

sebastianowakowski.pl

"No place is boring, if you've had a good night's sleep and have a pocket full of unexposed film"

Széchenyi LánchídDrugi raz w tym roku udało się wyjechać na bieganie poza PL. Tym razem padło na Węgry, ich stolicę Budapeszt oraz ich półmaraton. Miasto i jego centrum zaskoczyło bardziej niż pozytywnie. Jedno z ładniejszych po jakim miałem możliwość się szwendać. Za dużo o nim przed wyjazdem nie wiedziałem, więc na miejscu same przyjemne niespodzianki. Zabrakło niestety jak zwykle czasu i to co widać na zdjęciach to zaledwie kilka ulic w ścisłym sercu miasta. Po takim wstępnym poznaniu jest ochota wrócić kiedyś na troszkę dłużej… i może mniej upalnie. Bieg też bardzo udany! :)

okladka

Nadrabianie zaległości w toku… tym razem powrót do maja 2013 roku i podróży po Korsyce. W oddzielnym wpisie była już krótka relacja i galeria z próby wejścia na Monte Cinto (tutaj) a tutaj znajdziecie widoki z jej bardziej dostępniejszej części. Plan wyjazdu był dość napięty  i zakładał, by wspinać się w wielu miejscach co jednocześnie pozwoliło nam zwiedzić całkiem spory kawał wyspy. Calvi, Corte, Ajaccio czy Bastia… to tylko te większe miasta a po drodze setki kilometrów krętych dróg z fantastycznymi widokami. I piwo Pietra, które ponoć całkiem nieźle zwalcza chorobę lokomocyjną :) Rewelacyjne miejsce, do którego trzeba będzie kiedyś wrócić.

 

okladkaNowy dział na blogu… teraz będzie też i czarno-biało. Na pierwszy ogień kilka zdjęć z gór. Z czasem będzie ich więcej a także pojawią się inne kategorie.

okladkaTradycyjny wyjazd majowy w tym roku wyjątkowo wypadł w kwietniu a to, że trafiło na Rumunie to głównie zasługa wspinania i skałom w wąwozie Turda. Wąwóz ciągnie się niemal przez 3 km a jego najwyższe ściany sięgają 300 m, dzięki czemu można wspinać się na drogach sportowych i wielowyciągowych. Nie obyło się również bez małego zwiedzania okolic i pewnego dnia udało się podjechać do Sighisoary, której starówka wpisana jest na listę UNESCO a jej kolorowe budynki są dobrym miejscem do zabawy z aparatem. Tu też urodził się Wład III Palownik zwany też Drakulą. Dalej padło na Sibiu oraz Rimeteę, która nie tylko miała szczęście powstać dzięki odkrytej żyle złota ale znajduje się u podnóża pięknej Góry Seklerskiej [1129 m n.p.m.]. Tym samym jest się gdzie wspinać :) Tylko tydzień i tylko mały kawałek Rumunii, który udało się zjechać  daje jednak wrażenie, że to piękny kraj. Do tego bardzo życzliwi, pomocni i towarzyscy ludzie. Ich palinkę zapamięta się na długo… niemal tak jak oranżadę z komunii :) FOTO.

okladkaKrótki, bo weekendowy wypad do Berlina przy okazji półmaratonu. A skoro krótki to i zdjęć nie za dużo. Chociaż z drugiej strony miasto jako takie mnie trochę rozczarowało i tam gdzie się szwendałem ciężko było o coś co by warte było zdjęcia. Może kiedyś uda poznać się je lepiej.

okladkaMiało być morze wina na Węgrzech ale ostatecznie na koniec lata 2015 trafiłem do Bawarii. Bardzo ciekawe i co krok piękne miejsca. Jeziora Ebisee i Konigssee. Berchtesgaden i kwatera Hitlera Kehlsteinhaus. Bamberg i Frankenjura… to tylko część atrakcji a jak na tydzień to całkiem sporo. Oprócz tego przekonałem się, że psy da się lubić oraz że każde bawarskie piwo jest dobre :)

OkladkaDrugi etap wyjazdu we wrześniu 2012 roku (po Dolomitach) to Słowenia i Alpy Julijskie. Plany jak zwykle były ambitniejsze ale jak się potem okazało zdążyliśmy zrobić tylko część z tego na co była ochota. Brakło czasu na Triglav ale postanowiliśmy później spróbować zdobywać go od strony jeziora Bohinjskiego, bo miało być „długo i ślicznie”. Oczywiście i z tego nic nie wyszło, bo nad jeziorem dopadło nas w końcu lenistwo i skończyło się tylko na wspinaniu w okolicznych skałach.

Z czego należy się cieszyć to zrobiona piękna via ferrata Kopiscarjeva Potna przez tzw. Okno Prisojnikove a potem wejście na szczyt Prisojnik (2547 m n.p.m).  Bardzo ciekawa i urozmaicona ferrata z pięknymi widokami i efektownym ogromnym oknem skalnym. Samo wejście granią na szczyt również bardzo ciekawe i co najważniejsze praktycznie samotne, bo ludzi za wielu tam nie było.

OkladkaPo kilku latach wróciłem w masyw Monte Rosa. Tym razem z innymi ludźmi ale plany były całkiem podobne. Tak jak poprzednio celem było kilka czterotysięczników, więc po szybkim dotarciu i spędzeniu nocy na ok. 3200 m n.p.m. następnego dnia już wędrowaliśmy lodowcem w kierunku biwaku na Balmenhorn (4167 m n.p.m.). Lodowiec okazał się dużo trudniejszy i w gorszym stanie niż go zapamiętałem w 2008 r. Wiele szczelin się pootwierało a lodowe mostki w ostrym słońcu nie wyglądały zbyt solidnie. To słońce towarzyszyło i nam co dla mnie okazało się dość przykre w skutkach. W nocy i nad ranem zaczęły dokuczać poparzenia co skutkowało tym, że kolejny dzień spędziłem w biwaku razem z cierpiącymi z powodu wysokości Węgrami. Reszta ekipy ruszyła w kierunku Punta Gnifetti (4554 m n.p.m.) a wracając zdobyli jeszcze Parrotspitze (4432 m n.p.m.) i Ludwigshohe (4341 m n.p.m.). Następnego dnia w ciut lepszym stanie ruszyłem z chłopakami na dół zdobywając po drodze Piramide Vincent (4215 m n.p.m). Zejście na kemping poszło dość ekspresowo i bezpiecznie. W Alagnie obowiązkowa wizyta w aptece, gdzie udało mi się wystraszyć swoim stanem farmaceutę a potem bezskuteczne poszukiwania pizzerii. Kolejne dni niestety spędziłem na niższych wysokościach. Dwójka od nas w między czasie zdobyła szczyt Castor (4230 m n.p.m.). Wyjazd zatem ogólnie pechowy ale i takie się zdarzają.

okladkaPo krótkiej przygodzie w Austrii i na szczycie Dachstein (2995 m n.p.m.) nastąpiły szybkie przenosiny do Włoch w rejon Dolomitów. Była to moja pierwsza wizyta w tej części Alp i od razu stała się tą „naj” ulubioną.

Zaczęło się od spaceru na jezioro Sorapis, później jak dla mnie mało udane wejście na Monte Pelmo, które zakończyłem u podstawy góry, a skończyło się piękną ferratą Mesules w rejonie Sella i wejście na szczyt Piz Selva (2941 m n.p.m.).  Tu kolejne przygody, gdyż zaczęły nadciągać chmury burzowe. Ucieczka ze szczytu nie była prosta, gdyż znajdowaliśmy się na dość rozległym płaskowyżu i utrata wysokości trwała dość długo. Na szczęście tylko nas zmoczyło i żaden piorun nas nie trafił. Na dole miłe spotkanie z brytyjskim wspinaczem, który znał m.in. Wandę Rutkiewicz i Jerzego Kukuczkę a dzięki nam polubił Tyskie i Prince Polo :)

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

Up ↑